A A A

Bekhend

- Po zdobyciu pewnej ilości doświadczenia, na­braniu rutyny i zasmakowaniu w grze — mówi Fi-bak - przekonujemy się, że bekhend jest uderze­niem nie tylko piękniejszym odforhendu, ale rów­nież bardziej skutecznym w sensie kontroli, celności, precyzji. Ciekawe, że rolnik, który sieje od tysiąc­leci, rozrzuca ziarno po polu właśnie ruchem, jaki wykonuje tenisista grający z bekhendu. Dlaczego? Chodzi po prostu o kontrolę ruchu, nie o siłę. Dro­ga jaką wykonuje dłoń jest dłuższa, przez co piłka (czy zboże) ma większą szansę trafienia tam gdzie powinna. Człowiekowi, który po raz pierwszy wchodzi na kort i zaczyna rakietą odbijać piłkę często wydaje się, że bekhend to uderzenie wręcz fatalne, niena­turalne. Debiutanci od bekhendu uciekają, starając się wszystkie piłki odbijać z prawej strony, czyli z forhendu. Inni dziwacznie wykręcają rakietę, albo w ogóle nie trafiają w piłkę. Dopiero po upływie pewnego czasu nabierają wprawy. Przekonują się, że najważniejszą rzeczą jest „timing", określenie nie posiadające polskiego odpowiednika. Dotyczy ono nie tylko bekhendu. „Timing" - oznacza idealną koordynację, wybór właściwego momentu odbicia piłki. Często trenerzy mówią: „Zagrałeś w siatkę lub aut, bo kolana nie były ugięte"; albo - „Miałeś sztywną rękę i przez tc popełniłeś błąd". Ja to widzę inaczej. Dzisiaj w większości przypadków dobry tenisista nie wy­konuje klasycznych ruchów. Najważniejsze jest od­bicie piłki. W „timingu" widzę 90% umiejętności gry w tenisa! Składa się na to ułożenie ręki, ciała, przybranie odpowiedniej pozycji, szybkość i moc uderzenia piłki, jej poprowadzenie, słowem całość akcji. Przypomnieć tu warto sylwetkę Wiesława Gąsior-ka. Wielu bardzo surowo oceniało jego grę. Tym- x-o uderzenie prawidłowe czasem ja obserwując Gąsiorka doszedłem d wniosku, a grywamy treningowo do dziś na kortac poznańskiej „Olimpii", że jego geniusz polegał n< wrodzonym naturalnym „timingu". To prawda, ż< on gra brzydko, niestylowo, ale za to jak mało kt< odbija piłkę zawsze w najlepszym momencie On to robi lepiej niż ja. Wiesław nie ma różno rodności uderzeń, brak mu woleja, jego drugi ser­wis jest słaby, natomiast cudownie ustawia się dc piłek, które odbija z wielką łatwością. Gąsiore o-y uderzenie spóźnione cderzenie Uftowane nigdy nie znajduje się w tzw. „dziwnych" pozycjach Zawsze jest tam, gdzie powinien być i zawsze jego poszczególne uderzenia są do siebie podobne, nie­mal skopiowane. Wspaniały „timing", wielka pra­cowitość, staranność przyniosły mu 12 kolejnych tytułów indywidualnego mistrza Polski, co jest abso­lutnym rekordem w historii tej dyscypliny. Warto się nad tym zastanowić... Gdzie i jak uczyć się „timingu"? Najlepiej pod ścianą treningową. Tam łapie się rytm i celność uderzeń. Uczymy się kiedy należy cofnąć rakietę, kiedy podbiec, oceniamy odległość i miejsce odbi­cia piłki - słowem tego wszystkiego co tak bardzo jest potrzebne w walce o punkty. Dobrze pamiętam jak nawet zimą przełaziłem przez wysoki betonowy mur okalający korty AZS. Łopatą odgarniałem śnieg i... grałem sam ze sobą. Czasami tylko kiwał mi ktoś ręką z przesłoniętych szronem okien sekretariatu klubowego... Dobrze jest wtedy wyobrażać sobie pojedynek z wyimaiinowa-nym przeciwnikiem. Ja godzinami „grywałem" pół­finały Wimbledonu, wiodłem dramatyczne b^je z Borgiem przy stanie gemów 4:4, albo rywalizo­wałem z Ashe. Nigdy ich wówczas jeszcze nie wi­działem, jeśli nie liczyć zdjęć. Gra ze ścianą to za­jęcie bardzo monotonne, lecz można je polubić, zwłaszcza jeśli ma się świadomość, że codzienna porcja „walki z cieniem" to - szczególnie dla po­czątkujących - niezbędny składnik doskonalenia umiejętności. Dygresje sprowadzam do tego, że nie'ub'any bekhend po odpowiedniej ilości treningów daje ogromną satysfakcję. To najpiękniejsze uderzenie w tenisie! „Bekhendowym mistrzem świata" jest obecnie kruczowłosy reprezentant Argentyny Guillermo Vi-las, ale tu konkurencja jest znacznie większa niż przy forhendzie. Vilas gra niemal zawsze bekhend Nitowany, bardzo trudny do odbicia, mimo że piłka przechodzi dość wysoko nad siatką. Przy okazji wyjaśnijmy różne sposoby odbić. Oczy­wiście najważniejsze jest w ogóle trafić w piłkę. Ale można to wykonać kilkoma sposobami zarówno przy grze z forhendu, jak i z bekhendu. Uderzenie pro­ste, czyste ma miejsce wówczas, gdv linia rozmachu jest równoległa do poziomu kortu. Piłka dotyka pła­szczyzny strun tylko w jednym miejscu, nie zsuwa­jąc się po niej. Uderzenie otwarte daje piłkę naj­szybszą. Lift charakteryzuje się rotacją piłki z dołu do góry w kierunku lotu. Rotację osiąga się przez taką zmia­nę nachylenia rakiety w chwili zetknięcia z piłką, iż płaszczyzna zetknięcia ze strunami przesuwa się od punktu, w którym nastąpiło odbicie ku dołowi ramy rakiety. Piłka wykonuje łukowaty lot stosunko­wo wysoko nad siatką. Uderzenie liftem wymaga długiego prowadzenia piłki. Czop jest to uderzenie, stanowiące pod wzglę­dem rotacji przeciwieństwo liftu. Rotacja piłki, od- Bekhend doje wiele radości, satysfakcji; trze­ba go pilnie ćwiczyć i doskonalić. Obowiązuje zawsze ustawienie bokiem i krót­ki rozmach; wzrok skoncentrowany na piłce, tu/ów pochylony do przodu. Obow/gzkowo prawa noga, chociażby mini­malnie, musi „wychodzić" przed nogę lewq. Nie przejmujcie się „drętwymi" początkami wrotno od kierunku lotu, uzyskiwana jest przez ude r2enie, w którym linia rozmachu idzie z góry ku do łowi — coś w rodzaju uderzenia siekierą przy ścina niu drzewa. Piłka po zetknięciu z płaszczyzną stru zsuwa się ku górze ramy. Czop daje piłkę zwolnioną o niskim koźle i jest używany jako uderzenie obron ne. Istnieje również slajs, uderzenie podcinające piłkę i nadające jej rotację wsteczno-boczną. Oczywiście dla początkujących najlepsze są ude­rzenia proste, otwarte. Dopiero doprowadzenie ich do perfekcji pozwala próbować różnego rodzaju uderzeń z rotacją. Osobiście w ciągu ostatnich lat, tak mi się wy­daje, stałem się zawodnikiem dość wszechstron nym. W zależności od sytuacji mogę stosować taka grę, jaka wydaje mi się najodpowiedniejsza. Obola Nastase, Connorsa i Ramireza jestem wymieniany jako najwszechstronniejszy gracz światowej czołów­ki.